Wiadomości   

Strona główna           Kontakt

 

ŻELAZNY I INNI CZYLI BOHATEROWIE WYKLĘCI.

 

01.03.2013

 

 

Obchodzony 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych uchwalony został 3 lutego 2011 roku. Instytut Pamięci Narodowej od chwili powstania za jedno z najważniejszych zadań wyznaczył sobie przywrócenie pamięci i oddanie należnej czci tym, którzy po zakończeniu wojny nie złożyli broni i nadal walczyli o Polskę wolną i demokratyczną. Przyjmuje się, że w powojennej konspiracji niepodległościowej działało bezpośrednio do 200 tysięcy ludzi, a w oddziałach partyzanckich blisko 20 tysięcy.

1 marca nie został wybrany przypadkowo. W wyborze tej daty miał swój udział również ówczesny prezes IPN profesor Janusz Kurtyka. Tego dnia w 1951 roku, w więzieniu UB przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie zostali zamordowani członkowie IV Komendy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość: Łukasz Ciepliński, Mieczysław Kawalec, Józef Batory, Adam Lazarowicz, Franciszek Błażej, Karol Chmiel i Józef Rzepka. Po raz pierwszy Dzień obchodzono w 60. rocznice ich śmierci, 1 marca 2011 roku. 1 marca 2013 roku o godzinie 17.30 przedstawicie Służby Więziennej Aresztu Śledczego Warszawa Mokotów i Instytutu Pamięci Narodowej złożą kwiaty pod tablicą pamiątkową na murze więzienia przy Rakowieckiej 37, upamiętniającą ich śmierć.

Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce

 

Zapraszamy wszystkich przed GŁAZ PAMIĘCI o godz. 19.00, aby oddać hołd tysiącom odważnych i niezłomnych bohaterów w walce o wolną i suwerenną Polskę.

Na prze­ło­mie 1944/45r. zie­mie przed­wo­jen­nej Rze­czy­po­spo­li­tej zostają „wyzwo­lone” przez Armię Czer­woną i 1 Armię Ludo­wego Woj­ska Pol­skiego. Ogół spo­łe­czeń­stwa trak­tuje ten fakt, jako fak­tyczną zmianę oku­pa­cji, z hitle­row­skiej na sowiecką. Ponura sława Armii Czer­wo­nej kro­czy równo z jej „soł­da­tami”. Gwałty, rabunki i mor­der­stwa doko­ny­wane powszech­nie przez jej żołnie­rzy spra­wiają, że Polacy, w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści, nie mają wąt­pli­wo­ści, co do zamia­rów i inten­cji nowych „czer­wo­nych wyzwo­li­cieli”. Jed­no­cze­śnie cały czas mamy nadzieję na praw­dziwe wyzwo­le­nie naszych ziem przez zachod­nich alian­tów u boku któ­rych wal­czy­li­śmy przez pięć dłu­gich lat wojny. Nadzieje te w tam­tych realiach nie były wcale pozba­wione pod­staw. Armie zachod­nie razem z pol­skim II Kor­pu­sem były rap­tem około trzy­stu kilo­me­trów od pol­skich gra­nic, a Ame­ry­ka­nie stali nad rzeką Łabą. Gdyby tylko była taka wola poli­tyczna ich czo­łówki pan­cerne mogłyby osią­gnąć War­szawę w dwa, trzy tygo­dnie. Wypo­sa­że­nie armii sprzy­mie­rzo­nych było w 1945r. na dużo wyż­szym pozio­mie niż wojsk sowiec­kich. Jesz­cze pod Sta­lin­gra­dem w wielu oddzia­łach „kra­sno — armij­ców” tylko co czwarty żołnierz miał kara­bin! Bez pomocy alianc­kiej tech­niki Sta­lin nigdy by nie doszedł do Ber­lina. Poza tym Stany Zjed­no­czone, wtedy jako jedyne na świe­cie dys­po­no­wały bombą ato­mową. Czego mogła doko­nać ta straszna broń udo­wod­niły w sierp­niu 1945r. w Hiro­szi­mie i Naga­saki. Po War­sza­wie krą­żyło nawet takie powie­dze­nie: „Jedna bomba ato­mowa i wra­camy znów do Lwowa”. Nie wie­rzy­li­śmy, że Zachód na prze­strzeni paru lat zdra­dzi nas po raz drugi. Odziały leśne

Nie­stety, tak jak w 1939r. alianccy żołnie­rze nie chcieli umie­rać za pol­ski Gdańsk, tak samo w 1945r. nawet im się nie śniło umie­rać za pol­skie Wilno i Lwów. Powszech­nie łudzi­li­śmy się, że po poko­na­niu Nie­miec uda się odtwo­rzyć nasz kraj w przed­wo­jen­nych gra­ni­cach. Nie do pomy­śle­nia było dla ówcze­snych Pola­ków, że Lwów, jedno z naj­bar­dziej pol­skich miast na prze­strzeni wie­ków może nie być po woj­nie w Pol­sce. Liczono na wybuch, w mniej­szym wymia­rze, III wojny świa­to­wej, pod­czas któ­rej pań­stwa zachod­nie razem ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi wyzwolą Europę środkowo-wschodnią z pod sowiec­kiego pano­wa­nia. Żołnie­rze pol­skiego II Kor­pusu w latach 1945–47 peł­nili razem z innymi zachod­nimi alian­tami służbę woj­skową w oku­po­wa­nych Niem­czech i Wło­szech. Do roku 1947 Pol­skie Siły Zbrojne w Wiel­kiej Bry­ta­nii liczyły 249 000 żołnie­rzy! Ćwierć milio­nowa armia mogąca być uzbro­jona w naj­no­wo­cze­śniej­szą zachod­nią broń sta­no­wiła realną siłę, na którą bar­dzo w kraju liczono. Dla­tego leśne oddziały w Pol­sce nadal pozo­sta­wały w pod­zie­miu. Cze­kały na kolejną zmianę soju­szy w Euro­pie. Wresz­cie na taką, która będzie korzystna dla Polski.

Armia Kra­jowa

Był też jesz­cze jeden, bar­dziej doraźny powód. Powoli docie­rały wia­do­mo­ści z tere­nów już wcze­śniej zaję­tych przez Rosjan. Żołnie­rze wyklęci pol­skiego pod­zie­mia byli wszę­dzie tam pod­stęp­nie roz­bra­jani i aresz­to­wani. Nie rzadko mor­do­wani lub wysy­łani w głąb ZSRR. Czę­sto jedy­nym spo­so­bem unik­nię­cia takiego losu było dal­sze pozo­sta­wa­nie w kon­spi­ra­cji.
19 stycz­nia 1945r. roz­ka­zem jej ostat­niego komen­danta, gen. Leopolda Oku­lic­kiego „Niedź­wiadka”, została roz­wią­zana Armia Kra­jowa. Naj­więk­sza armia pod­ziemna II wojny świa­to­wej, która w swoim apo­geum liczyła 380 000 żołnie­rzy (lato 1943r.). W jej miej­sce utwo­rzono, a wła­ści­wie reak­ty­wo­wano orga­ni­za­cję „NIE”. Była to kadrowa orga­ni­za­cja woj­skowa wydzie­lona ze struk­tur AK, która miała kon­ty­nu­ować walkę o nie­pod­le­głość po wkro­cze­niu Sowie­tów. Począt­kowo swoim dzia­ła­niem objęła Kresy Wschod­nie RP. Jed­nakże po upadku Powsta­nia War­szaw­skiego i roz­po­czę­ciu reali­za­cji planu „Burza” więk­szość two­rzą­cych ją ofi­ce­rów poszła do nie­miec­kiej nie­woli. Roz­po­częto jej ponowne two­rze­nie 16 stycz­nia 1945r. w Kra­ko­wie. Swoje dzia­ła­nia miała roz­po­cząć po roz­wią­za­niu Armii Kra­jo­wej. Po przy­pad­ko­wym aresz­to­wa­niu w dniu 7 marca 1945r. jej komen­danta, gen. E. Fiel­dorfa „Nila”, jego następca płk J. Rze­pecki wystą­pił do Naczel­nego Wodza PSZ o roz­wią­za­nie tej orga­ni­za­cji. Jed­no­cze­śnie pod­jęto decy­zję o kon­ty­nu­owa­niu tych dzia­łań powo­łu­jąc w dniu 8 sierp­nia 1945r. Dele­ga­turę Sił Zbroj­nych (DSZ), która ist­niała do 2 wrze­śnia 1945r. Z kolei w jej miej­sce, tego samego dnia powo­łano cywilno-wojskową orga­ni­za­cję anty­ko­mu­ni­styczną „Wol­ność i Nie­za­wi­słość” (WiN). Dowódcy obsza­rów DSZ zostali auto­ma­tycz­nie pre­ze­sami obsza­rów WiN-u. Orga­ni­za­cja ta dzia­łała do wio­sny 1948r., kiedy to jej V Zarząd był już cał­ko­wi­cie kon­tro­lo­wany przez UB i słu­żył jedy­nie, jako pro­wo­ka­cja mająca wyła­pać jesz­cze ukry­wa­ją­cych się kon­spi­ra­to­rów. Zresztą z każ­dym dniem swo­jej dzia­łal­no­ści WiN dzia­łała w coraz to trud­niej­szych warun­kach. Coraz wię­cej było wokół niej szpicli i pro­wo­dy­rów. Dość powie­dzieć, że jej drugi pre­zes został aresz­to­wany już w dniu swo­jego wyboru.

19 stycz­nia 1947r. wła­dza ludowa prze­pro­wa­dziła pierw­sze po woj­nie wybory par­la­men­tarne. Zostały one cał­ko­wi­cie sfał­szo­wane. Ponad 47% składu obwo­do­wych komi­sji wybor­czych i ponad 43% składu komi­sji okrę­go­wych sta­no­wili agenci UB. Opo­zy­cyjne PSL byłego pre­miera Miko­łaj­czyka uzy­skało tylko 3,5% gło­sów, cho­ciaż przy uczci­wym licze­niu powinno otrzy­mać ponad 50%. Do dziś znany jest wier­szyk z tam­tych cza­sów : „Co to za magiczna szka­tułka? Wrzu­casz Miko­łaj­czyka, wycho­dzi Gomułka.” Tym samym ostatni naiwni pozbyli się wąt­pli­wo­ści, co do uczci­wo­ści nowej władzy.

W marcu 1947r. wła­dze komu­ni­styczne ogło­siły w Pol­sce powszechną amne­stię. Każdy, kto dobro­wol­nie przy­znał się do dzia­łal­no­ści anty­ko­mu­ni­stycz­nej i oddał broń miał być uła­ska­wiony. Nie­stety duża część kon­spi­ra­to­rów, ale i zwy­kłych ludzi posia­da­ją­cych broń uwie­rzyła komu­ni­stom. Chcieli móc zacząć nowe życie. W sumie z amne­stii sko­rzy­stało 53 517 osób, swoją nie­znaną do tej pory „wywro­tową” dzia­łal­ność ujaw­niło dodat­kowo 23 257 osób prze­by­wa­ją­cych w wię­zie­niach. Józef Mac­kie­wicz w lon­dyń­skich wia­do­mo­ściach tak sko­men­to­wał ten sowiecki „akt łaski” : „Spo­łe­czeń­stwo, które strzela, nigdy nie da się zbol­sze­wi­zo­wać. Bol­sze­wi­za­cja zapa­nuje dopiero, gdy ostatni żołnie­rze wycho­dzą z ukry­cia i posłusz­nie stają w ogon­kach. Wła­śnie w Pol­sce gasną dziś po lasach ostat­nie strzały praw­dzi­wych Pola­ków, któ­rych nikt na świe­cie nie chce nazwać bohaterami. (…)”.

Ale nie wszy­scy żołnie­rze pod­zie­mia uwie­rzyli nowemu oku­pan­towi. Na wieść o amne­stii mjr H. Deku­tow­ski ps. „Zapora”, dowódca oddziału par­ty­zanc­kiego, powie­dział do swo­ich pod­ko­mend­nych : „Amne­stia to jest dla zło­dziei, a my to jeste­śmy Woj­sko Pol­skie”. Nie­stety pół roku póź­niej jego oddział został roz­bity, a on sam razem ze swo­imi sze­ścioma żołnie­rzami został ska­zany na karę śmierci, którą zaraz wyko­nano. W wię­zie­niu wszy­scy byli tor­tu­ro­wani. Żeby jesz­cze bar­dziej ich upo­ko­rzyć, na czas pro­cesu ubrano ich w mun­dury Wehrmachtu.

Ci, któ­rzy ujaw­nili się komu­ni­stom, zosta­wali prę­dzej, czy póź­niej aresz­to­wani. Czę­sto byli mor­do­wani strza­łem w tył głowy. Brat mojej babci, który ujaw­nił się w ramach amne­stii, do początku lat 70-tych wraz z całym swoim oddzia­łem, gdy na tere­nie powiatu, w któ­rym miesz­kał wyda­rzyło się jakieś prze­stęp­stwo, był aresz­to­wany na 24 godziny, jako naj­bar­dziej podej­rzany. Ponad 20 lat po ujaw­nie­niu się!

Ci, któ­rzy się nie ujaw­nili, do lat pięć­dzie­sią­tych pro­wa­dzili nie­równą walkę z Sowie­tami, KBW i UB. Sku­pieni w nowo­pow­sta­łych anty­ko­mu­ni­stycz­nych orga­ni­za­cjach woj­sko­wych takich jak: Wol­ność i Nie­za­wi­słość, Naro­dowe Siły Zbrojne, Kon­spi­ra­cja Woj­ska Pol­skiego, Naro­dowa Orga­ni­za­cja Woj­skowa, Wiel­ko­pol­ska Samo­dzielna Grupa Ope­ra­cyjna „Warta”, czy wiele innych. Albo w ramach jesz­cze wojen­nych struk­tur Armii Kra­jo­wej, czy Bata­lio­nów Chłop­skich. Likwi­do­wali kola­bo­ru­ją­cych z Sowie­tami pol­skich komu­ni­stów i samych Rosjan, odbi­jali z ubec­kich wię­zień pol­skich patrio­tów. Część z nich pole­gła z bro­nią w ręku, poj­ma­nych ska­zy­wano w poka­zo­wych pro­ce­sach, bez prawa do obrony, na karę śmierci lub wie­lo­let­nie wię­zie­nie. Czę­sto sądzono ich jako „pol­skich sana­cyj­nych faszy­stów”. Zda­rzało się, że „żołnie­rze wyklęci” prze­sia­dy­wali w tych samych wię­zie­niach, w któ­rych byli prze­trzy­my­wani przez Niem­ców. Takim przy­kła­dem jest Zamek w Lubli­nie i obóz kon­cen­tra­cyjny na Maj­danku. Naj­pierw były to katow­nie gestapo, a po woj­nie NKWD i UB. Tor­tu­ro­wani i bici wbrew wszyst­kim kon­wen­cjom woj­sko­wym i ludz­kim, nawet po zamor­do­wa­niu sta­no­wili zagro­że­nie dla swo­ich opraw­ców. Wła­dza ludowa oba­wiała się, że ich groby będą miej­scem pamięci sprawy, za którą ginęli. Zabi­tych cho­wano więc w bez­i­mien­nych mogi­łach, dołach z wap­nem, szam­bach. Miej­sce pochówku wielu boha­te­rów tam­tej nie­rów­nej walki jest do dzi­siej­szego dnia nie­znane. To, co roz­po­czął Sta­lin w Katy­niu było dokań­czane tak długo, aż nie zła­pano ostat­niego żywego pol­skiego par­ty­zanta. Z taką samą, azja­tycką pogardą dla ludz­kiego życia i śmierci.

Ogó­łem już po woj­nie, w latach 1945–56 z rąk pol­skich i sowiec­kich mor­der­ców zgi­nęło 8 600 żołnie­rzy zbroj­nego pod­zie­mia, a 5 000 ska­zano na karę śmierci (ska­zy­wano na nią nawet nie­let­nich). W wię­zie­niach i obo­zach zagłady ponio­sło śmierć około 20 000 „żołnie­rzy wyklętych”.

Leśne pod­od­działy żołnie­rzy wyklę­tych Woj­ska Pol­skiego dowo­dzone przez Zyg­munta Szen­dzie­la­rza „Łupaszkę”, Sta­ni­sława Soj­czyń­skiego „War­szyca”, Józefa Kura­sia „Ognia” i wielu, wielu innych na zawsze pozo­staną w pamięci Polaków.

Naj­dłu­żej ukry­wa­ją­cym się ofi­ce­rem był Sta­ni­sław Mar­chewka „Ryba”. Zgi­nął z bro­nią w ręku w marcu 1957r. Ostatni „żołnierz wyklęty” – Józef Fran­czak „Lalek” z oddziału kpt. Z. Broń­skiego „Uskoka” został zabity przez UB na Lubelsz­czyź­nie 21 paź­dzier­nika 1963r. 18 lat po zakoń­cze­niu wojny! Dłu­żej po II woj­nie świa­to­wej wal­czyły tylko poje­dyn­cze oddziałki Japoń­czy­ków, ale oni ukry­wali się na prak­tycz­nie bez­lud­nych wysep­kach poro­śnię­tych gęstą dżunglą.

Jesz­cze w latach osiem­dzie­sią­tych XX wieku można było spo­tkać „żywe” pamiątki po powo­jen­nej par­ty­zantce. W wielu wsiach, gdy paliła się jakaś cha­łupa, straż pożarna cze­kała na skraju wsi, aż wybuch­nie prze­cho­wy­wana na stry­chu, ukryta tam przez „leśnych” amu­ni­cja. Sam byłem świad­kiem podob­nego zda­rze­nia pod koniec lat sie­dem­dzie­sią­tych zeszłego wieku.

Żołnie­rze wyklęci w cza­sach PRL-u

W cza­sach PRL-u pamięć o „żołnier­zach wyklę­tych” była surowo zabro­niona. Żadnych fil­mów, publi­ka­cji, czy wspo­mnień zwią­za­nych z powo­jenną kon­spi­ra­cją. Wyjąt­kiem był film według powie­ści Jerzego Andrze­jew­skiego „Popiół i dia­ment” (1958r.). opo­wia­da­jący o powo­jen­nych losach i dyle­ma­tach dwóch ofi­ce­rów Armii Krajowej.

Po roku 1989 jedy­nie film „Pier­ścio­nek z orłem w koro­nie” (1992r.) poru­sza powyż­sze tematy. Nato­miast „Histo­ria Roja, czyli w ziemi lepiej sły­chać” (2010r.) wciąż nie może tra­fić do kin. Szkoda, że żaden współ­cze­sny reży­ser nie nakrę­cił filmu o losach ludzi, któ­rych praw­dziwe histo­rie życia mogłyby posłu­żyć na fabułę filmu o iście hol­ly­wo­odz­kiej dramaturgii.

Dla­czego „żołnie­rze wyklęci” dobro­wol­nie decy­do­wali się na walkę do końca, prak­tycz­nie bez szans na zwy­cię­stwo? Niech za odpo­wiedź posłużą słowa z listu por. Kazi­mie­rza Żebrow­skiego „Bąka”, ostat­niego komen­danta Naro­do­wego Zjed­no­cze­nia Woj­sko­wego na Bia­ło­stoc­czyź­nie, napi­sane w paź­dzier­niku 1946r. do swo­jej żony prze­by­wa­ją­cej w Anglii:

„(…) Ja z Pol­ski nie wyjadę, bo za bar­dzo ją kocham, tutaj się uro­dzi­łem, tutaj umrę albo legnę.”

Por. „Bąk” razem ze swoim synem Jerzym „Kona­rem” zgi­nęli w obła­wie KBW i UB 3 grud­nia 1949r.